In *Azerbejdżan* Azerbejdżan Europa gejzery błotne Gobustan Kaukaz 2010

Kaukaz Południowy dzień 3 Azerbejdżan - Gobustan (W krainie gejzerów błotnych)


Dzień 3 Gobustan

Z samego rana, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami podjechał pod hotel Huseyn i to nie byle czym bo Ładą. Auto może nie było nowoczesne ale za to zadbane i bardzo pojemne. Udało się do środka zapakować pięć osób i cztery ogromne plecaki, które zabraliśmy ze sobą po wymeldowaniu się z hotelu. W założeniach po powrocie z Gobustanu mieliśmy się udać bezpośrednio na dworzec i wyruszyć nocnym pociągiem do Gruzji. Muszę powiedzieć, że mimo bagaży i kompletu pasażerów jechało się całkiem komfortowo.

Azerskie drogi
Sprawnie przejechaliśmy przez Baku i już za moment pomknęliśmy na południe dwupasmową autostradą prowadzącą w kierunku Iranu. Uważam, że to dobry moment, aby podzielić się kilkoma spostrzeżeniami na temat ruchu drogowego w Azerbejdżanie. Po pierwsze trzeba przyznać, że Azerowie podobnie jak Turcy są doskonałymi kierowcami często jeżdżącymi na milimetry. Po drugie wszechobecne jest sygnalizowanie manewrów klaksonem zamiast kierunkowskazami. Po trzecie zwężenie drogi wcale nie oznacza, że zmniejsza się ilość pasów w danym kierunku. W Baku zauważyliśmy jeszcze jedno ciekawe zjawisko dotyczące korków, którego nie spotkaliśmy nigdzie indziej, a które najlepiej opisze ta sytuacja: Centrum stolicy, trzypasmowa ulica, korek. Nagle podjeżdża radiowóz, otwiera się przednia szyba. W oknie samochodu ukazuje się policjant z megafonem i zaczyna coś wykrzykiwać. Co krzyczał nie wiem ale po kilku minutach zatoru nie było więc musiało być to bardzo przekonywujące :) Może warto by było przenieść tą metodę do wiecznie zapchanych miast w Polsce.

Gobustan - samotna krowa pośrodku niczego
Po ponad godzinie jazdy dotarliśmy do Gobustanu oddalonego od Baku o około 60 kilometrów. Przed nami ukazała się brama do parku narodowego, a za nią już tylko stepowa, wysuszona na wiór pustynia. Trochę zwątpiliśmy czy aby na pewno wjeżdżamy tam legalnie, ale z drugiej strony brama była otwarta, a strażników ani widu ani słychu. Na szczęście Huseyn uspokoił nas, że bramy (jest ich kilka) ze względu bezpieczeństwa zamykane są tylko po sporych opadach deszczu oraz przy trzęsieniach ziemi. Wtedy wstęp do parku jest niemożliwy. Ryzykował tak jak i my więc nie mieliśmy powodu by mu nie wierzyć. Od tego miejsca nasza podróż odbywała się już tylko po drogach szutrowych lub czymś co je przypominało, a więc bez samochodu z napędem na 4 koła lub niezniszczalnej Łady, która jak mieliśmy się w najbliższym czasie przekonać dotrze wszędzie, ani rusz.

Gobustan - na terenie Parku Narodowego
Teraz trochę faktów o miejscu, które odwiedzamy. Park Narodowy Gobustan obejmuje swoim zasięgiem obszar około 100 kilometrów kwadratowych i w 2007 roku został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO ze względu na odkryte przypadkowo w latach 30-tych XX wieku doskonale zachowane malowidła naskalne. Co ciekawe, część z nich pochodziła z czasów prehistorycznych, ale znaleziono też takie, które datowane są dopiero na okres średniowiecza. Drugą największą atrakcją Gobustanu są gejzery błotne. Na terenie parku znajduje się ich mniej więcej czterysta co stanowi około połowy wszystkich tego typu obiektów na świecie. Poza tym odwiedzający mogą odnaleźć tu pustelnie, jaskinie i domy skalne, a także małe muzeum poświęcone petroglifom (prehistorycznym rysunkom na skałach).

Ze względu na ograniczenia czasowe (musieliśmy zdążyć na pociąg do Gruzji) zrezygnowaliśmy z podziwiania malowideł naskalnych oraz muzeum na rzecz wulkanów błotnych. Wydały się nam one bardziej atrakcyjne i wyjątkowe, poza tym jak dziewczyny usłyszały, że to błoto ma właściwości leczniczo-upiększające to nie mieliśmy już nawet o czym dyskutować. Po drodze do gejzerów Huseyn postanowił troszkę zboczyć ze standardowej trasy żeby pokazać nam znajdującą się pośrodku niczego dawną pustelnię mieszczącą się w skale. Obecnie wejście do niej jest zamurowane, aczkolwiek wstawiono drzwi z okienkiem i pamiątkową tablicę żeby było wiadomo o kogo chodziło.

Gobustan - przy pustelni
Wreszcie dotarliśmy do gejzerów błotnych. Nie było to łatwe ze względu na rozmyte po ostatnich opadach drogi, a w zasadzie coś co w założeniu miało je przypominać. Na szczęście Huseyn miał talent do prowadzenia auta i naprawdę spore umiejętności bo zręcznie manewrował obciążoną do granic możliwości Ładą. Odpalał papierosa za papierosem i raz na jakiś czas ewidentnie klął po azersku. Widać było że się stresuje, ale mimo to starał się zachować twarz, pewnie przed dziewczynami, zagajając rozmowę i uśmiechając się. Wulkany błotne zrobiły na nas ogromne wrażenie, a i mieliśmy przy nich spory ubaw. Trzeba było wciąż uważać żeby, kolokwialnie mówiąc, nie zostać oplutym szarą mazią, która co jakiś czas wystrzeliwała w górę i na boki. Tym co nas najbardziej zaskoczyło to jej temperatura. Spodziewaliśmy się, że będzie ona gorąca, a okazało się że spokojnie można jej dotykać i się nią bawić lepiąc różne kształty. Błoto szybko zasychało utrwalając nasze dzieła. Na koniec Husein zabrał nas jeszcze kilkadziesiąt metrów dalej do małego jeziorka gdzie spragnieni zdrowotnych właściwości błota śmiałkowie urządzają sobie kąpiele. Nam, i to nie wszystkim, ze względu na brak możliwości odświeżenia się po powrocie, starczyło odwagi tylko na zanurzenie w nim stóp.

Gobustan - gejzery błotne
Nasz niezniszczalny bolid :)
Powrót do Baku upływał nam w wesołej atmosferze, przy dźwiękach azerskiego radia. Byliśmy cali zakurzeni od pustyni ale w doskonałych nastrojach. W pewnym momencie Huseyn zadał nam niespodziewanie pytanie, którymi wprawił nas w niezłą konsternację. "Macie kupione bilety na pociąg?". Na nasze zaprzeczenie tylko się uśmiechnął i odpowiedział "Jesteście crazy jeżeli myślicie, że dzisiaj pojedziecie do Gruzji" Miał rację... Szczerze powiedziawszy mnie osobiście bardzo ta wiadomość ucieszyła bo dzięki niej czekał nas jeszcze jeden dzień spędzony w Baku, mieście które można pokochać od pierwszego wejrzenia. Huseyn zabrał nas na dworzec i pomógł kupić bilety na pociąg w dniu następnym, a potem ku ogólnemu rozbawieniu właściciela hotelu zameldowaliśmy się na jeszcze jedną noc. Korzystając z tej niespodziewanie danej nam przez los i naszą niewiedzę okazji umówiliśmy się z Huseynem, że jutro odwiedzimy jeszcze jedno miejsce niedaleko stolicy- Yanar Dag, ale o tym już w następnym poście.

Na koniec jeszcze mały bonusik w postaci filmiku :)




Related Articles

0 komentarze:

Prześlij komentarz