czwartek, 28 kwietnia 2016

Kaukaz Południowy dzień 4 Azerbejdżan - Yanar Dag (Płonąca Góra)


Azerbejdżan nazywany jest często poetycko Krainą Ognia i nie jest to przypadek, skoro na jego terytorium co rusz natrafia się na pozostałości świętych miejsc, w których swoje obrzędy odprawiali zaratusztrianie, otaczający ten żywioł szczególnym kultem. Co ich przyciągało właśnie w ten rejon? Co powodowało, że masowo pielgrzymowali do tego kraju? Odpowiedź jest zaskakująco prosta. Były to płonące skały, a dokładnie rzecz ujmując palący się gaz ziemny wydobywający się na zewnątrz poprzez szczeliny w powierzchni ziemi. Gdy dochodziło do samozapłonu lub celowego zaprószenia potrafił on wypalać się przez wiele dziesięcioleci. Jedno z takich miejsc, gdzie do dzisiaj można obserwować to zjawisko, postanowiliśmy odwiedzić podczas naszego, ostatniego dnia pobytu w Azerbejdżanie.

Yanar Dag
Yanar Dag, co w wolnym tłumaczeniu oznacza Płonąca Skała lub Góra znajduje się ledwie 25 kilometrów na północny-wschód od Baku. Nauczeni zatem przykładem wyjazdu do Gobustanu byliśmy przekonani, że dotarcie do tego miejsca zajmie nam może ze 30-40 minut z hotelu. Nic bardziej mylnego. O ile na południe prowadzi nas z centrum cały czas szeroka kilkupasmowa droga, o tyle aby wydostać się na północ miasta musieliśmy przebijać się przez zakorkowane do granic możliwości wąskie ulice biedniejszych dzielnic. Widać tu doskonale jak wielkie kontrasty panują w tym kraju. Nie raz czytałem, że Azerbejdżan to przede wszystkim Baku, a cała reszta to tylko na dokładkę, ale śmiem twierdzić, że nawet w samej stolicy podziały są bardzo wyraźne. Z jednej strony bogate i lśniące od przepychu Centrum i Stare Miasto z niezliczoną ilością sklepów luksusowych marek, błyszczącymi budynkami i pięknymi fontannami, a z drugiej jakby dolepione do nich szare blokowiska rodem z czasów radzieckich, w których próżno szukać turystów. To samo jest chociażby z autami.  Najnowsze, lśniące od chromu i elektroniki modele luksusowych samochodów, a obok rozklekotane Łady pamiętające poprzedni ustrój. Takich przykładów można przytaczać tu setki i wcale nie trzeba specjalnie się przyglądać by zwrócić na to uwagę.

Yanar Dag
Płonące kamienie zrobiły na nas duże wrażenie, a wpatrywanie się w nie potrafi być naprawdę wciągające. Można poczuć się dokładnie tak, jak siedząc przy ognisku, kiedy gapisz się w płomienie i grzejąc się w jego otoczeniu jakby z automatu się wyciszasz i zaczynasz popadać w zadumę. Znacie to uczucie? W takich chwilach w pełni rozumiem zoroastrian, którzy z czczenia ognia zrobili przedmiot swojego kultu. Tu "spektakl" trwa już nieprzerwanie od kilkudziesięciu lat i to niezależnie od pogody i pory roku. Żałowaliśmy jedynie, że nie udało nam się dotrzeć do Yanar Dag po zmierzchu, bo wtedy wrażenia z tego miejsca są na pewno jeszcze bardziej spotęgowane. Jedynym zgrzytem w tym wszystkim, czymś co mnie drażniło, a nawet powiem irytowało było otoczenie płonących kamieni. Od zawsze przyzwyczajano nas do standardu, gdzie wokół atrakcji turystycznej wyrasta cała infrastruktura. W Yanar Dag brakowało zdecydowanie restauracji, kawiarni, jakiegoś muzeum poświęconego ogniu lub jego wyznawcom, czy tez wyznaczonej tematycznej trasy. W zachodniej Europie, tej którą znamy, było by to normalnością. Tutaj mamy tylko płonące skały i dwa stoliki z ławkami ustawione jakby od niechcenia, a tak to nic poza tym. Cóż taki właśnie jest Azerbejdżan - piękny ale jednocześnie trochę dziki i nieodkryty dla turystyki.
 
Yanar Dag - Ponoć tu było kiedyś jezioro.
Wsiadając do nocnego pociągu relacji Baku - Tibilisi czuliśmy lekki smutek, że nasza przygoda z Azerbejdżanem trwała tak krótko. Podświadomie jednak nasze myśli biegły już do tego co może nas spotkać w następnych dniach. W końcu przed nami było jeszcze zwiedzanie Gruzji i Armenii. Z jednej strony rodziły się obawy czy i tam będzie tak bezpiecznie ale z drugiej już nie mogliśmy się doczekać by rozpocząć odkrywanie kolejnego kompletnie obcego nam kraju. Czy Gruzja również nas tak bardzo pozytywnie zaskoczy? O tym wszystkim przeczytacie w następnej odsłonie małkowej relacji z podróży poślubnej po Kaukazie Południowym.

W pociągu nocnym Baku - Tibilisi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz