piątek, 6 maja 2016

Kaukaz Południowy dzień 5 Gruzja - Tbilisi


Dzień 5 Tbilisi

Do Tbilisi dotarliśmy z ponad półtoragodzinnym opóźnieniem, w stosunku do planowego rozkładu, co moim zdaniem wcale nie było złym wynikiem. Było to efektem przygód irańskich współpasażerów z odprawą graniczną. Na szczęście obywatele Polski mogą do Gruzji wjeżdżać bez wizy, co oszczędza nam zarówno czas jak i niewątpliwie pieniądze. Podróż była dość przyjemna, a standard pociągu nie odbiegał zbytnio od tego co możemy zastać w naszych szacownych PKP. Jedyna różnica na niekorzyść azerskich kolei to brak możliwości otworzenia okna na korytarzu - przy upale i zaduchu dawało się to we znaki. Chyba byliśmy niecodziennym widokiem na tej trasie lub wyglądaliśmy na zagubionych, gdyż obsługa składu, w postaci niezwykle sympatycznej pani konduktorki, otaczała nas prawie matczyną opieką, uśmiechając się nieustannie. Zdecydowanie mogę polecić ten sposób transportu pomiędzy Azerbejdżanem i Gruzją - po pierwsze jest stosunkowo tanio, a po drugie w cenie mamy nocleg na w sumie wygodnym łóżku.


Tbilisi - Plac Wolności
Nauczeni niemiłym doświadczeniem (przynajmniej w opinii niektórych współtowarzyszek wyjazdu - mi się tam w Baku bardzo podobało :)), żeby uniknąć przykrych niespodzianek, od razu nie wychodząc nawet z dworca pognaliśmy zakupić bilety na dalszą podróż do Erewania. Tym razem obyło się bez problemów i z tego co się zorientowaliśmy nie byłoby ich nawet w dniu wyjazdu pociągu. W każdym razie takie były zapewnienia w kasie - ja szczerze nie do końca w nie uwierzyłem. Zaskoczył mnie za to sam dworzec główny w Tbilisi, i to pozytywnie, ponieważ wyglądał bardzo nowocześnie i bił w tamtym czasie (przyp. rok 2010) na głowę stacje w większości dużych miast w Polsce.

Kwatera u Iriny Dżaparidze mieściła się przy niewielkiej, mało atrakcyjnej uliczce. Przed wyjazdem zdążyliśmy doczytać w przewodniku Bezdroża (dodajmy jedynym wtedy dostępnym na naszym rynku i to z drugiej ręki), że ta niezwykła kobieta i jednocześnie skarbnica wiedzy nigdy nie odsyła nikogo z kwitkiem, przez co miejsce obrosło legendą wśród turystów odwiedzających stolicę Gruzji. Jakże prawdziwe okazały się te słowa przekonaliśmy się osobiście, gdy córka właścicielki, ze względu na brak innych wolnych łóżek, udostępniła nam swój prywatny pokój. Mieliśmy szczęście bo znajdował się w nim nawet komputer z dostępem do internetu, z którego z niezwykłym zapałem korzystaliśmy w wolnych chwilach. A teraz troszkę o samym hostelu. Główny hall, w którym urzędowała zazwyczaj Irina (siedząca na wersalce i wiecznie z telefonem przy uchu) ozdobiony był wiszącymi na jednej ze ścian flagami państwowymi. Nie pytaliśmy o to, ale domyślaliśmy się, że to barwy wszystkich krajów, z których pochodzili jej goście. Mnie jednak najbardziej zaskoczyło zdjęcie Lecha i Marii Kaczyńskich przepasane kirem na znak żałoby. Jakby nie patrzeć jemu Gruzini zawdzięczali naprawdę wiele. Bezdroża nie myliły się również w kwestii dotyczącej różnorodności turystów zatrzymujących się u Iriny. W czasie naszego pobytu mieliśmy okazję poznać ludzi z Izraela, Japonii czy też Holendra, który spał z nami w pokoju.

Tbilisi
Są miejsca na Ziemi, w których człowiek zakochuje się od razu, ale są też takie które przekonują nas do siebie powoli, odsłaniając kolejne zakamarki i tajemnice. Według mnie Tbilisi z pewnością należy do tej drugiej grupy. Nie wiem czy to była kwestia Baku, które lśniło i było wręcz luksusowe, czy decydowały inne czynniki ale moje pierwsze wrażenia co do stolicy Gruzji były raczej negatywne. Na szczęście z czasem to zaczęło się zmieniać i to do tego stopnia, że z chęcią odwiedziłbym to miasto jeszcze raz. W 2010 roku Tbilisi powstawało dopiero z kolan po głębokim kryzysie państwowym oraz konflikcie zbrojnym z Rosją. Zaczynały wyrastać z ziemi nowe gmachy, a najważniejsze budynki użyteczności publicznej były w trakcie lub po remoncie. Zachwycające zakątki i uliczki przeplatały się z szarymi i brudnymi, gdzie strach było przejść w dzień, a co dopiero nocą. Na ulicach widać było dużą biedę, ale z drugiej strony kawiarnie i restauracje w Centrum pękały w szwach do tego stopnia, że trudno było momentami wieczorem znaleźć wolny stolik. Jedyne co się rzucało od razu w oczy to była chroniczna niechęć do Rosjan, co przejawiało się chociażby totalną zmianą nastawienia do rozmówcy, gdy Gruzin dowiadywał się, że jesteśmy Polakami, a nie obywatelami rosyjskimi. Podejrzewam, że rany z tamtego okresu w narodzie gruzińskim jeszcze wiele pokoleń będą się zabliźniać.

Co warto zobaczyć w Tibilisi podczas krótkiego pobytu? Oto moja subiektywna lista miejsc, do których warto zaglądnąć, gdy mamy do dyspozycji jeden cały dzień i jeden wieczór w stolicy Gruzji.

1) Aleja Szoty Rustawelego.

Tbilisi - Aleja Rustawelego
Tbilisi - Aleja Rustawelego
Tbilisi - Aleja Rustawelego
Szota Rustaweli to żyjący w XII wieku poeta i wieszcz, którego epos zatytułowany "Rycerz w tygrysiej skórze" jest dla mieszkańców Gruzji tym, czym dla nas Polaków "Pan Tadeusz". Nie powinno więc nikogo dziwić, że Gruzini najbardziej reprezentacyjną ulicę w stolicy nazwali właśnie jego imieniem. Spacer Aleją Rustawelego powinien być obowiązkowym punktem każdej wycieczki do Tbilisi, gdyż to tu właśnie bije serce stolicy. Ulica była świadkiem wielu historycznych dla Gruzinów wydarzeń, a z racji tego, że do 2012 roku obradował przy niej Parlament nie raz stawała się miejscem, w którym obalano władzę oraz podejmowano najważniejsze decyzje. Poza tym to także idealna lokalizacja dla osób żądnych obcowania z kulturą. Znajdziemy tu Operę i Galerię Narodową, Teatr Rustawelego oraz wiele muzeów. Aleja przyciąga również miłośników shoppingu, którzy mogą przebierać w ofertach butików i jubilerów znanych marek. Niejako zwieńczeniem tej głównej arterii Tbilisi jest plac Wolności i znajdująca się na jego środku kolumna, którą wieńczy lśniąca złotem postać św. Jerzego walczącego ze smokiem.

Tbilisi - Plac Wolności, Kolumna św. Jerzego
2) Katedra Sioni

Tbilisi - Katedra Sioni
Tbilisi - Katedra Sioni
Spacerując po zakamarkach Starego Miasta prędzej czy później natrafimy na charakterystyczną świątynię, do której, aby wejść, będziemy zmuszeni pokonać kilkanaście schodków w dół poniżej poziomu ulicy. To Katedra Sioni będąca jednym z najważniejszych obiektów sakralnych w kraju. Przechowuje się w niej relikwie Św. Nino, której zgodnie z legendą Gruzja zawdzięcza przyjęcie chrześcijaństwa. Dodajmy, że po Armenii był to drugi kraj na Świecie, który z tej religii uczynił swoją narodową. Kościół nie miał szczęścia i był wielokrotnie niszczony zarówno przez obce wojska, jak i przez trzęsienia ziemi, ale za każdym razem odbudowywano go pieczołowicie często uzupełniając o kolejne elementy architektoniczne, właściwe dla danego okresu. Na mnie spore wrażenie zrobiło, na prawdę bogate jak na Gruzję wnętrze Katedry, pełne barwnych malowideł ściennych przedstawiających najważniejszych świętych w Kościele Gruzińskim, a także sceny z Biblii.

3) Stare Miasto

Tbilisi - Stare Miasto
Tbilisi - Ulica Szardeni
Najstarsza część Tbilisi pełna jest okazałych kamienic z mnóstwem ciekawych detali architektonicznych. Króluje nad nią, znajdująca się na wzgórzu, twierdza Narikala pochodząca już z IV wieku naszej ery. Rozciąga się z niej piękna panorama na miasto. Od 2013 roku można się do niej dostać wagonikiem kolejki linowej sunącej ponad dachami najbardziej malowniczych dzielnic stolicy Gruzji. W trakcie naszego pobytu w Tbilisi w 2010 roku cała Starówka to był jeden wielki plac budowy. Niestety tylko część uliczek była odrestaurowana, ale to co zdążono zrobić zapowiadało się naprawdę obiecująco. Myślę, że obecnie to miejsce zmieniło się nie do poznania, stając się jeszcze bardziej atrakcyjne i piękniejsze niż w czasach naszego tripu po Kaukazie Południowym. Wśród wszystkich zakątków Starego Miasta mi do gustu najbardziej przypadła ulica Szardeni. Jest to deptak pełen knajpek i ogródków piwnych, które zapełniają się wieczorami tak, że ciężko znaleźć wolny stolik.

Tbilisi - Stare Miasto w cieniu Twierdzy Narikala

4) Most Pokoju

Tbilisi - Most Pokoju
Tbilisi - Pałac Prezydencki
Tym razem coś nowoczesnego, ale jednocześnie w symboliczny sposób łączącego nowe ze starym - wybudowany w 2010 roku Most Pokoju. Na jednym brzegu rzeki Starówka i Katedra Sioni położona nieopodal od wejścia na tę przeprawę dla pieszych, a na drugim nowoczesne zabudowania Pałacu Prezydenckiego oraz Park Europejski (Rika Park). Ten most jest dla mnie jednym z najlepiej zapamiętanych obrazów stolicy Gruzji. Gdy zaczynam wspominać pobyt w Tbilisi pierwsze co mi przychodzi do głowy to właśnie on. Bardzo podobał mi się jego kształt, który jednak wśród samych Gruzinów budzi kontrowersje. Zdarza się, że jest on przez nich żartobliwie porównywany do podpasek znanej firmy. W sumie gdy tak przyglądam się zdjęciom to faktycznie jest coś na rzeczy :)

Oczywiście wymienione przeze mnie miejsca nie wyczerpują kompletnie tematu zwiedzania stolicy Gruzji. Miasto ma do zaoferowania znacznie więcej. Możemy skorzystać na przykład z łaźni siarkowych, z którymi wiąże się legenda założycielska miasta. W końcu Tbilisi oznacza w swobodnym tłumaczeniu gorące źródła.  Również miłośnicy architektury sakralnej znajdą tu coś więcej dla siebie. Wystarczy wymienić chociażby: świątynię Metechi położoną na wysokiej skale nad rzeką Kura, czy też cerkiew Świętej Trójcy będącą najwyższym kościołem tego typu na całym Kaukazie. Na eksplorację Tbilisi warto wybrać się zarówno w dzień kiedy możemy w pełnej krasie podziwiać najważniejsze zabytki miasta, jak i po zmroku kiedy na ulice wylegają żądni zabawy imprezowicze, a większość najciekawszych gmachów jest pięknie podświetlona. Miłośnicy gruzińskiej kuchni na pewno znajdą w zakamarkach Starówki restaurację, która spełni ich wymagania smakowe, a dla tych którzy nie są amatorami kolendry i gruzińskich serów podobnie jak ja, no cóż...zawsze zostaje McDonald na Alei Rustawelego - jeden z pięciu w kraju.

Tbilisi - Świątynia Metechi
Gdy wieczorem wróciliśmy do naszego hostelu Irina zaproponowała nam, że za z góry ustaloną cenę załatwi kierowcę (ewentualnie jak to ona ładnie nazywała Schumachera), który następnego dnia zabierze nas do Kachetii, regionu na wschodzie kraju, pełnego malowniczych miasteczek i klasztorów skalnych. Szczerze powiedziawszy oszczędzało nam to zdecydowanie czas, którego akurat podczas tej wyprawy notorycznie i regularnie nam brakowało, więc nad jej ofertą nie zastanawialiśmy się nawet minuty. Ale o tym już w następnej odsłonie relacji z podróży po Kaukazie Południowym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz